Apple Watch 6: Do ideału mu daleko, ale lepiej nie będzie

Szukałem odpowiedniego smartwatcha od długiego czasu. Godziny spędzone na przekopywaniu informacji, czytaniu testów, rozmowach z użytkownikami urządzeń różnych marek doprowadziły mnie do Apple Watcha 6. Czy jestem zachwycony? Tak i nie. Rozczarowany? Trochę, ale "you can't always get what you want", jak śpiewał Mick Jagger.

Moja przygoda z szukaniem smartwatcha tudzież sensownego smartbanda trwała jakiś czas. Wszystko zaczęło się od tego, że zacząłem tyć jak diabli, a pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 sprawiła, że się ruszyłem. Po tym, gdy w ciągu tygodnia zobaczyłem 2,5 kg w górę, sięgnąłem po zapomniany dawno rower. Szybko zmieniło się to w hobby, więc naturalnym było to, że chciałem obserwować swoje wyniki i spalane kalorie.

Nie chciałem na początku kupować czegoś drogiego, bo nie wiedziałem, czy w ogóle jest sens inwestować w opaskę lub zegarek. W końcu dla sportowców są specjalne czujniki, które np. produkuje Garmin. Wśród nich znajdziemy zaawansowany czujnik tętna na klatkę piersiową, czujnik kadencji (ilość obrotów korbą na minutę podczas jazdy rowerem) czy czujnik prędkości i przejechanej trasy. To jednak zbyt dużo bajerów jak dla mnie, więc chciałem czegoś prostszego. Nie przygotowuję się w końcu do triathlonu.

Moje wymagania:

  • mierzenie pulsu na bieżąco
  • współpraca z aplikacjami na iPhonie
  • bezproblemowa synchronizacja z apką Apple Health
  • bezproblemowa współpraca ze Stravą
  • ładny design

Po drodze (i trupach) do celu

Kupiłem Xiaomi MiBand 4 (wówczas kosztowała ok. 100 zł) i zacząłem kalibrować urządzenie – oznaczałem różne czynności, co było piekielnie irytujące. Wyniki pomiarów potrafiły skakać w przypadkowy sposób. Brakowało mi automatycznej synchronizacji z aplikacją Health w iPhonie czy wgrywania przejechanej trasy rowerem do Stravy. Do tego potrzebna była osobna aplikacja AmazTools, która stanowiła nakładkę na natywną apkę Xiaomi MiFit. Znowu – za dużo kombinowania. Swoją drogą, wzornictwo MiBand 4 absolutnie odbiega od mojego gustu.

Podczas używania Xiaomi MiBand 4 zwróciłem uwagę na to, że opaska pod wpływem wody zaczyna wariować i włączać treningi. Poza tym nie miała trybu wyłączenia wyświetlacza na noc i zdarzyło mi się, że w środku nocy dostałem w twarz wiązką oślepiającego światła. To naprawdę jest irytujące. Plusem było to, że nawet tak proste urządzenie było w stanie opracować wykres jakości snu z zaznaczeniem jego długości oraz faz głębokiego i lekkiego snu, a bateria starczyła na ok. miesiąc użytkowania. Tak czy siak, ten smartband skończył w pudełku na półce. Może kiedyś do niego wrócę, choć wątpię.

Zacząłem szukać informacji o różnych smartwatchach, rozmawiać z kolegami i oglądać setki recenzji. Wiele osób polecało urządzenia firmy Garmin. Tańsze jak Garmin Vivo czy Garmin Venu mogłyby spełniać moje oczekiwania. Fenixa nie brałem nawet pod uwagę — był za drogi. Oba mają zaawansowane funkcje śledzenia aktywności fizycznej, pulsoksymetr, a na dodatek bateria trzyma w nich ok. 5 dni.

Korzystają one z aplikacji Garmin Connect, która synchronizuje się z Health po jej włączeniu, czyli znowu musiałbym wyklikać w smartfonie milion funkcji i nie będę miał danych w jednym miejscu. W przypadku używania iPhone’a te smartwatche nie będą pozwalały na wyświetlanie wszystkich alertów czy wysyłanie SMS-ów. Bez sensu zatem wydawać kasę na coś, czego funkcjonalności nie będę mógł w pełni wykorzystać. Subiektywnie patrząc nie podoba mi się również wzornictwo Garminów (oprócz Garmina Venu SQ) – wyglądają jak typowe zegarki sportowe i brakuje im wg mnie lifestyle’owego sznytu. Jak to określił mój kolega: "Na ręce wyglądają jak ruski czołg".

Zobacz również: Studio PlayStation 5 highlight: Jan Dąbrowski – nowy Interface i usługi na PS5

Wzbraniałem się jak mogłem, ale Apple Watch wygrał

Koniec końców dotarłem do rozważań zakupu Apple Watcha. Wiadomo – w pierwszej kolejności chciałem przyoszczędzić i kupić Apple Watcha SE, który w najtańszej konfiguracji kosztuje 1299 złotych. Takowy ma aluminiową kopertę o wielkości 40 mm i sylikonowy pasek sportowy w zestawie. Funkcjonalnością różni się od Apple Watcha 6 tym, że nie ma niegasnącego wyświetlacza, pulsoksymetru czy aplikacji EKG. Poza tym ma niewiele słabsze podzespoły, aczkolwiek dla zwykłego użytkownika takiego jak ja nie będzie miało to znaczenia.

Wiedziałem, że Apple Watch pozwoli mi na korzystanie ze wszystkich aplikacji, których używam na iPhone i bez problemu będzie synchronizował się w tle z Healthem. Oprócz tego obsłuży komendy głosowe, wyświetli wszystkie powiadomienia i będzie wyglądał w miarę stylowo. Ogromnym minusem jest żywotność baterii, która bez względu na wersję wynosi tylko do 18 godzin. Poza tym śledzenie snu w aplikacji jest bardzo prymitywne. Oprócz szacunkowej długości snu i spełnienia celów snu nie pokaże nic zachwycającego – o fazach snu można zapomnieć, ale liczę na to, że Apple z czasem to dopracuje.

Ostatecznie stwierdziłem, że jeśli mam wydać kasę na smartwatcha, to wezmę coś porządniejszego niż najtańszy Apple Watch SE i wybrałem Apple Watch 6 w wersji z 40-milimetrową kopertą (większa wygląda na mojej ręce komicznie) i sylikonowym paskiem – czyli najtańszą możliwą opcję z konfiguracji "szóstki" (wersja z kopertą ze stali nierdzewnej i innymi paskami jest droższa). Apka EKG i pulsoksymetr przekonały mnie do wydania większej kwoty, ponieważ mam wrodzoną wadę serca oraz astmę alergiczną, a to potencjalnie może mi kiedyś pomóc kontrolować mój stan.

W aplikacji można zmienić nie tylko wygląd tarcz, ale ustawić niemal wszystkie funkcje powiadomień i zachowanie smartwatcha.

Dokupiłem do zegarka dwukrotnie tańszy niż oryginał zamiennik bransolety mediolańskiej, by jakoś to wyglądało. Chcę, by zegarek pełnił swoją podstawową funkcję i wyświetlał czas na bieżąco, bez konieczności podnoszenia ręki co chwilę. Opcja "podnieś, by wybudzić" jest dla mnie irytująca i to jedna z pierwszych funkcji, którą wyłączyłem – podobnie jak w iPhonie.

Po kilkunastu dniach użytkowania mogę stwierdzić, że Apple Watch 6 nie jest idealny, ale póki co niczego lepszego nie znalazłem. Gdybym nie miał wady serca i nie wkurzałoby mnie ciągłe podnoszenie ręki, by zobaczyć godzinę, bez wahania brałbym Apple Watcha SE. A przynajmniej tak tłumaczę sobie moje gadżeciarstwo. Tańszy ze smartwatchy zdecydowanie jest opcją dla większości użytkowników, więc jeśli nie macie potrzeby ciągłego wyświetlania godziny, korzystania z pulsoksymetru czy EKG, nawet się nie zastanawiajcie.

Apple Watch 6

Plusy:

  • mierzenie pulsu na bieżąco
  • bezproblemowa, stała synchronizacja z Health
  • duży wybór zewnętrznych aplikacji
  • minimalistyczne wzornictwo
  • niegasnący wyświetlacz
  • apki dla osób z problemami zdrowotnymi
  • przyzwoita haptyka

Minusy:

  • niska żywotność akumulatora
  • stosunek jakość / cena
  • brak wykresu snu głębokiego i lekkiego
  • brak wibracji przy budziku w apce Sen

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Testy:

Thule Paramount Backpack 27L – recenzja. Ergonomia i wykonanie z wysokiej półki iBasso IT01 - rewelacyjny stosunek jakości do ceny [TEST] Sennheiser PXC 550 – test słuchawek z aktywnym tłumieniem hałasu Test myszy Dream Machines DM1 Pro S: przyczajony Omron, ukryty Pixart MSI Trident 3, czyli komputer dla graczy wielkości konsoli [test] Tefal Quickchef - recenzja blendera Testujemy żyrocykl - oto następca Segwaya i przyszłość miejskiego transportu Tak się teraz wyjeżdża pod namiot Po co komu GoPro? Testujemy tanie kamerki sportowe [wideo] Klawiatura mechaniczna za 149 zł? Sprawdzamy Modecom Volcano Hammer GoPro Hero 7 Black - Rewolucja w stabilizacji? (test) Samsung CF791: test zakrzywionego monitora 34” z technologią kwantowej kropki